wtorek, 12 marca 2013

Szczyty...

Naprawdę cieszę się, że rozpoczęło się konklawe. Jestem przekonana, że tylko to wydarzenie może przyćmić główny temat mediów w minionym tygodniu - mianowicie śmierć naszych himalaistów.
Mój wpis na Facebooku z 7. marca wywołał dyskusję nie tylko w Internecie, lecz także u mnie w domu. Dlaczego?

Otóż dlatego, że jestem bardzo przeciwna roztrząsaniu tematu śmierci himalaistów w mediach. Mam do tego pełne prawo i nie zamierzam czuć się winna z tego powodu, że nie rozumiem pasji himalaistów i nie aprobuję jej.
Oczywiście, oni mogą robić, co chcą, to ich życie. Ale fakt, że wspinając się na szczyty, ryzykują własne zdrowie, to także tylko i wyłącznie ich sprawa, ich problem.
Znakomicie rzecz ujęła moja koleżanka, Kinga (przytaczam Jej komentarz pod moim wpisem na FB): "Wszystko dobrze - lata przygotowań, pasja, cokolwiek. jeden lubi to, drugi tamto. jeden siedzi przed kompem i pisze felietony, inny gania po lesie, czy po górach, by zdobyć jakiś rekord (i wcale to nie znaczy, że pierwszy jest gorszy od drugiego). nieważne. chodzi o to, że realizacja pasji nie jest żadnym "bohaterstwem" (i bohaterstwo nie jest większe, gdy jest większe ryzyko - no chyba, że ktoś podejmuje ryzyko w obronie innych nagle, bez przygotowań, np ratując kogoś z płonącego budynku). a w tym przypadku po prostu stało się to, co było dość prawdopodobne i cała gadanina o tym jest jak opowiadanie o tym, że w zimie spadł śnieg, a w lecie był upał."



Zgadzam się z jej opinią całkowicie. Niestety, media podchwyciły temat i od tygodnia bombardują tekstami: 'Karakorum - polska góra dumy, polska góra śmierci', ujęcia gór w czerni i bieli (jak gdyby zmarła ważna persona życia społecznego czy kultury).

Każda śmierć jest ciosem.

Ale nie należy rozdmuchiwać tej sytuacji i nadawać jej rangi wielkiego wyczynu. Wczoraj obejrzałam całą debatę polskich himalaistów w programie 'Tomasz Lis - Na Żywo'. Uczestniczyła w niej także żona zaginionego w 2009 r. wspinacza - Olga Morawska. Kobietę tę widziałam w telewizji także kilka godzin wcześniej. Powiedziała bardzo dojmującą rzecz, mniej więcej to, że gdy sprawa jest świeża, media się interesują, jest głośno. Ale po jakimś czasie, gdy szum medialny opada, rodzina zostaje ze śmiercią bliskiej osoby sama.

NIEMOŻLIWE?!

Opadły mi ręce, przyznam szczerze. Codziennie ludzie umierają, giną, wcale nie podejmując świadomego ryzyka. Nad nimi nie pochylają się media. Wszystkie rodziny są z tym same. Powiedzmy sobie szczerze, nie ma w tym nic dziwnego.
Dziwi  mnie natomiast fakt (albo w zasadzie może już nie...), że media, które teoretycznie powinny pochylać się nad sprawami dla kraju ważnymi, przez tydzień atakują ludzi informacjami o zmarłych. Co więcej, Ministerstwo Sportu dołoży się do wyprawy na Broad Peak, która ma na celu odnalezienie ciał...

Cóż, wiem, że alpinizm jest uznawany za sport zimowy. Nie mam na to wpływu, ale mam prawo się z tym nie zgadzać.
Oprócz wytartych już sloganów w stylu 'pokonywanie własnych barier', 'pasja ponad życie' itp, nie widzę żadnych korzyści z takiego zdobywania szczytów. Ani to wychowawcze, ani rozsądne...nikt w telewizji, żaden ze wspinaczy, nie mówi o ogólnych dla społeczeństwa profitach z uprawiania wspinaczki. Mówią li tylko o sobie. Dlaczego więc egoistyczna aktywność jest tak szeroko komentowana?

Współczuję rodzinie zmarłych. Ale nie bardziej, niż rodzinom wszystkich ludzi, którzy zginęli w wypadkach. Himalaiści nie są dla mnie bohaterami. Po prostu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz