Zdrada czy nie zdrada - oto jest pytanie. Porno. Dziesiątki serwisów w necie, filmiki, gazety... dla singli, wiadomo, nie ma problemu. Nikt im do sypialni nie zagląda. Ale czym staje się porno w związku?
Otóż może stać się ono wszystkim, w zależności od nastawienia partnerów. Dobra, ręka do góry, kto w życiu nie natknął się na jakąś stronkę XXX. Zalewa nas fala mniej lub bardziej udanych erotycznych stron, artykułów, blogów, sklepów itd. Jedni korzystają, drudzy odrzucają. Kwestia płci też ma tu duże znaczenie, bo pomimo ogromnej emancypacji kobiet i coraz bardziej odważnych działań na polu erotycznym, płeć piękna zawsze będzie podchodzić do spraw bardziej emocjonalnie.
A porno to nie prawdziwe emocje. To fizjologia. Tworzone w zdecydowanej większości dla facetów, choć przecież znajdą się także 'heavy userki' :) Kwestia porno i sposób traktowania tej aktywności u partnerów, staje się kością niezgody w wielu obserwowanych przeze mnie związkach. Oczywiście zazwyczaj jest tak, że faceci oglądają, a kobiety szlag trafia. W sumie nie ma się co dziwić. Tam wszyscy idealni, opaleni, naoliwieni, wygoleni. Zawsze wszystkim zachwyceni, z rozkoszą wymalowaną na twarzach od pierwszych sekund. No kto by tak nie chciał? Tyle, że do rzeczywistości ma się to średnio. Wywołuje to rzecz jasna kompleksy w kobietach, które są zbyt krytyczne wobec swojego wyglądu i umiejętności. Zdecydowanie zbyt krytyczne. Jakoś faceci nie mają załamki z powodu gigantycznego wyposażenia 'aktorów'. chyba że mają - panowie, oświećcie mnie. Generalnie to, co dla facetów jest fantazją na ekranie, dla kobiet jest czymś, co je przytłacza i rozdrażnia:
rywalizacją.
Z tymi wirtualnymi, perfekcyjnymi laskami. Tu tkwi pułapka porno. W rzeczywistości w większości kobiet buduje ono coraz większe kompleksy, zamiast 'edukować' czy rozluźniać.
Ja tam do porno nic nie mam:) I nie uważam za zdradę, jeśli służy inspiracji lub rozładowaniu napięcia przy przymusowym rozstaniu. Ale porno będzie traktowane jak zdrada - przeze mnie i pewnie przez większość kobiet - jeżeli oglądanie filmików wiąże się z obniżeniem częstotliwości/jakości realnych zbliżeń z partnerką/partnerem. Prosta droga do uzależnienia, gdy real jest mniej satysfakcjonujący niż wirtualny świat.
Coś widziałam ostatnio w TV na temat cyberzdrad, które podobno niedługo mają zafunkcjonować. Zakładasz okularo-projektor (czy coś takiego) jak z Matrixa, wyświetla Ci się laska. Nie dość że ją widzisz, jak się wije przed Tobą, to jeszcze ona się przybliża i Cię nawet dotyka! I zapachy nawet jakieś ten projektor wydziela...ekhm...
Cóż. Są miłośnicy hot-doga i miłośnicy dobrego wina sączonego na tarasie. Kobiety - nie bierzcie panów a'la fast-food i bądźcie kreatywne. Wtedy porno nigdy z Wami nie wygra, ale będzie inspirować. Faceci - komp to nie wszystko. Wiadomo, tam macie hipermarket. Dobre są w nim zakupy raz na jakiś czas. Ale zupka instant z torebki nigdy nie będzie smakować tak jak ta z dojrzałych pomidorów z listkami świeżej bazylii;-)
